Charleroi
Na dawnej hałdzie górniczej nad przemysłowym krajobrazem Walonii, gdzie przez dekady pracowali robotnicy z całej Europy, także z Polski.
Charleroi od lat pojawia się w rankingach najbrzydszych miejsc Belgii. Dawne przemysłowe centrum Walonii, krajobraz hut, kopalń i pustych zakładów, które przez dekady pracowały praktycznie bez przerwy.
Przyjechałem po deszczu, żeby wejść na jedną z dawnych hałd górniczych. Kiedyś prowadziła tam normalna ścieżka spacerowa. Dziś większość wejść jest ogrodzona płotami i długo szukałem przejścia między zaroślami. Ziemia była mokra, błoto przyklejało się do butów.
Na wzgórzu, które przez lata porosło trawą i drzewami, żyją dziś zwierzęta. Trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno był to fragment przemysłowego krajobrazu, że wózki z urobkiem jeździły tu niemal bez przerwy.
Ze szczytu widać stare huty i ciężki pejzaż Charleroi. Kominy, para, rdzawe konstrukcje i domy górnicze rozciągające się pod wzgórzami. Krajobraz bardziej przypominający postindustrialny koniec świata niż współczesną Belgię.
To właśnie wokół takich hut i kopalń powstawały polskie społeczności w Walonii. W XX wieku tysiące Polaków przyjeżdżały tutaj do pracy w przemyśle ciężkim i górnictwie. Dziś większość zakładów już nie istnieje, ale cały region nadal nosi ślady tej historii.
Patrząc z hałdy trudno oddzielić przeszłość od teraźniejszości. Kominy nadal dymią, choć większość dawnego świata przemysłu już zniknęła.
