Nie rozumiem Chin
Im dłużej tam byłem, tym mniej miałem pewności, że potrafię je opisać.
Pracuję równocześnie nad dwiema książkami. To dziwne, bo nigdy nie lubiłem czytać dwóch książek naraz. Zawsze kończę jedną, zanim zacznę następną. Nie umiem też porzucić książki w połowie. Nawet złej. Muszę dojść do końca.
Z projektami fotograficznymi jest odwrotnie. Tych niedokończonych mam całe archiwum.
Dlatego pewnie projekt o polskiej diasporze trwa od 2006 roku. Chociaż właściwie nigdy go nie porzuciłem — po prostu rozrasta się i wciąż widzę kolejne wątki w tej historii. W końcu zaczynam też rozumieć, czym ta książka naprawdę ma być. Jeszcze daleko do końca, ale kierunek jest już jasny.
Równolegle wróciłem do książki o Chinach. Technicznie jest skończona, zdjęcia są ułożone, wysłałem nawet finalną wersję do druku, ale… w praktyce właśnie piszę jej czwartą wersję.
Problem polega na tym, że mimo lat spędzonych w Chinach nadal ich nie rozumiem. I konia z rzędem temu, kto je zrozumie.
To kraj, który wymyka się każdej definicji chwilę po tym, gdy wydaje się, że wreszcie zaczyna mieć sens. Chiny są jednocześnie bogate i biedne, brutalnie nowoczesne i głęboko prowincjonalne, obsesyjnie kapitalistyczne i nadal komunistyczne. Są monumentalne i bardzo intymne. Potrafią być pewne siebie do granic pychy, a chwilę później zaskakują skromnością i pragmatyzmem.
Im dłużej tam byłem, tym mniej ufałem własnym interpretacjom.
Ktoś kiedyś powiedział, że po tygodniu pobytu w Chinach napisał sporą książkę, po kilku miesiącach zaczął zastanawiać się nad esejem, a po kilkunastu latach nie wiedział już, czy w ogóle powinien cokolwiek mówić o tym kraju. Rozumiem to coraz lepiej.
Dlatego postanowiłem przepisać tę książkę jeszcze raz. Tym razem bez prób tłumaczenia Chin. Bez budowania wielkich teorii. Chcę opisać tylko to, co widziałem i czego doświadczyłem.
A potem zobaczę, czy znowu nie zmienię zdania.
Termin wydania nadal przypada na jesień 2026.
