Paul McCartney
O (nie)jedzeniu mięsa
Przeglądam archiwum i trafiłem dziś na portret Paula McCartneya, który zrobiłem w Brukseli w 2013 roku.
Przyjechał wtedy nie jako muzyk w trasie koncertowej, ale aktywista zaangażowany w kampanie dotyczące ograniczenia spożycia mięsa, ochrony zwierząt i wpływu przemysłowej hodowli na klimat. Na zrobienie zdjęcia miałem może minutę, bez czasu na rozmowę. A szkoda.
Pamiętam jednak, że już wtedy temat jedzenia zaczynał wychodzić poza kwestie smaku czy zdrowia. Dziś widać to jeszcze wyraźniej. Dla części ludzi jedzenie albo niejedzenie mięsa stało się deklaracją wartości, czasem wręcz elementem tożsamości.
Dorastałem jednak w świecie, w którym mięso było symbolem dostatku. W wielu polskich domach jego obecność na stole oznaczała po prostu, że rodzina może sobie na nie pozwolić. Dlatego długo nie rozumiałem części argumentów aktywistów zajmujących się tym tematem. Rozmowa o mięsie brzmi przecież inaczej dla ludzi wychowanych w różnych czasach i kulturach.
Pamiętam rozmowę z pewną Chinką, która twierdziła, że nawet niewielki dodatek mięsa nadaje potrawie właściwy smak. W części Chin wegetarianizm przez długi czas był czymś trudnym do zrozumienia, choć i tam wiele się dziś zmienia.
Sam też jem dziś znacznie mniej mięsa niż kiedyś, głównie ze względów zdrowotnych. I chyba dopiero teraz naprawdę widzę, jak mocno jedzenie wiąże się z pamięcią, przyzwyczajeniami i światem, w którym dorastaliśmy.
